Znasz to uczucie, kiedy wyjmujesz z pralki jedną skarpetkę? No właśnie. Większość z nas tak ma. I nie myśl, że ona po prostu zniknęła – częściej zostawia po sobie drugą połówkę, która nagle znalazła sobie nowe miejsce. Przechowujesz ją w szufladzie, w przekonaniu, że zgubiła się na zawsze. Że to nie pomyłka, tylko jakiś dziwny, nieodwracalny porządek świata.
Po tygodniu, miesiącu, roku… wciąż ją tam znajdujesz. Nową parę dawno masz, a ten samotny egzemplarz trwa. Staje się świadectwem porządku, drobnym zwycięstwem nad domowym chaosem. To nie tylko brak skarpetki – to mały znak, że coś w tym świecie działa tak, jak powinno.
Czasem okazuje się, że w świecie, gdzie prawie nic nie jest niezastąpione, łatwo porzucamy to, co nam zostało.
Puste przestrzenie po tym, co zniknęło, nie mają wielkiej wartości same w sobie. Chodzi o stratę materialną, ale też o tę cichą harmonię, która utwierdza nas w poczuciu, że świat ma sens. Może więc to samotne pozostawienie czegoś, czego nie ma pary, jest właśnie sednem? Przypomina, że nawet w najbardziej uporządkowanym systemie jest miejsce na drobny chaos, na przypadek.
Tak jak ta jedna skarpetka, której nigdy nie wyrzucasz – może kiedyś się odnajdzie. Choć w głębi duszy wiesz, że prawdopodobnie nie. I to wcale nie przeszkadza w codziennym kroku naprzód.

