Masz te wspomnienia, gdy szukało się pracy przez ogłoszenia w gazecie, a LinkedIn był jeszcze w powijakach? Teraz kandydaci oceniają pracodawców jak recenzje na TripAdvisorze – szczegółowo, bezlitośnie i z gifem oczywistego rozczarowania. Employer branding to nie kolejny korpo-słowotok, tylko twoja szansa, żeby firma stała się tym “musisz tam pracować!” wśród znajomych. (Słyszałeś już plotki o naszych piątkowych pancake’ach? To dopiero początek…)
💥 Dlaczego twój employer branding brzmi jak płyta winylowa w erze Spotify?
Wyobraź sobie taką scenę: idziesz na randkę, a twój profil na Tinderze pokazuje zdjęcia sprzed 10 lat i opis “lubię długie spacery”. Dokładnie tak wygląda większość firmowych stron kariery! Współcześni kandydaci szukają:
- Transparentności – zero ściemy w stylu “dynamiczne środowisko” gdy w biurze słychać tylko stukot klawiatur i westchnienia
- Rozwoju, który przypomina bardziej ścieżkę bohatera z RPG niż tutorial w starym Simsie
- Atmosfery, gdzie ludzie zostają nie dlatego, że muszą, ale bo chcą (i nie, nie mówimy o klauzulach lojalnościowych)
„Dobre employer branding to jak dobre jedzenie – nie musisz nikomu mówić, że jest świetne, ludzie sami to wyczują” – mruczy Marek z rekrutacji, poprawiając swoją koszulkę z napisem “Nie przeszkadzać, chyba że z kawą”.
🍔 Jak ugryźć employer branding, żeby nie przypominał suchej bułki?
To prostsze niż skok w Mario Karcie – wystarczy:
- Pokazuj prawdziwe życie firmy – niech kandydaci zobaczą zarówno te błyszczące momenty, jak i codzienne wyzwania (tak, wiemy, że czasem drukarka się zacina)
- Zamień pracowników w storytellerów – ich autentyczne historie to lepszy content niż wszystkie corporate wideo razem wzięte
- Bądź jak ulubiony mem – rozpoznawalny, zaskakujący i łatwy do podzielenia się
Hot tip: Kiedy Netflix pokazał, jak wygląda prawdziwy dzień pracy (włącznie z porannym chaosem i popołudniowym maratonem kawy), aplikacje posypały się jak kostki domina.
💣 Najczęstsze wpadki employer brandingowe – czyli jak zepsuć pierwsze wrażenie gorzej niż bohaterowie horrorów
Lista grzechów głównych, które sprawiają, że kandydaci uciekają jak przed zombie:
- Pokazywanie biura jak z katalogu IKEA, gdy w rzeczywistości przypomina bardziej garaż Steve’a Jobsa w latach 70.
- Obiecywanie “work-life balance”, który w praktyce oznacza “możesz pracować z domu… w weekend”
- Inwestowanie w drogie kampanie, gdy obecni pracownicy kręcą filmiki “a day in life” tylko pod przymusem HR
Prawda jak z filmu: Gdy warszawska firma IT zaczęła publikować “nieudane” projekty zespołów (z komentarzem “czego się nauczyliśmy”), liczba referali skoczyła o 60%. Bo kto ufa firmom, które nigdy nie popełniają błędów?
🤔 Czy twój employer branding jest jak iPhone czy jak tani smartfon z reklamy w autobusie?
Szybki check, który powie ci więcej niż wszystkie ankiety satysfakcji:
- Czy twoi pracownicy zakładają firmowe bluzy na spotkania ze znajomymi? 👕
- Czy dostajesz wiadomości “ej, macie jeszcze jakieś otwarte stanowiska?” od ludzi, którzy odrzucili ofertę rok temu? 🔄
- Czy ludzie przychodzą do ciebie nie tylko dla benefitów, ale dla całego vibe’u? ✨
Pamiętaj – budowanie marki pracodawcy to jak hodowanie rośliny doniczkowej. Najpierw inwestujesz czas i uwagę, a potem… nagle masz dżunglę w biurze! (A tak przy okazji – nasz team właśnie dostał nowe krzesła gamingowe. Małe rzeczy, a robią różnicę, co nie?)